Był upalny, lipcowy dzień. Pary zakochanych spacerowały leniwie w cieniu wąskich, małomiasteczkowych uliczek. Okoliczne kawiarnie zapełnione były po równo miejscowymi i turystami, jak zwykle o tej porze dnia i roku.
W ogródku Caffé Fellini, powszechnie uważanej za najlepszą w miasteczku, było szczególnie tłoczno. Młoda, uśmiechnięta kelnerka, ubrana w białą bluzkę i wąską, czarną spódnicę z wyszytym logo lokalu, żwawo roznosiła aromatyczny napój spragnionym klientom.
Jednym z nich był Marcello Bolocco, przystojny mężczyzna w średnim wieku, pracownik biurowy lokalnego banku. Jego niegdyś bujne, kruczoczarne włosy zaczęły od pewnego już czasu przyozdabiać srebrne nitki siwizny. Ubiór stanowiła elegancka, choć nieco już zniszczona wiekiem marynarka i mniej eleganckie, dopasowane kolorystycznie spodnie.
Powoli sączył zawartość swojej małej, porcelanowej filiżanki i co jakiś czas spoglądał na zegarek. Jego gość spóźniał się już niemal kwadrans, nie było jednak powodu do niepokoju. Młody Angelo nigdy nie był wzorem punktualności, a Marcello nigdzie się nie spieszył, delektował się więc smakiem podwójnego espresso, dla zabicia czasu śledząc wzrokiem przechodniów.
Dziewczyna w czerwonej spódnicy, bardziej odsłaniającej niż zakrywającej wyjątkowo zgrabne nogi, pędziła po drodze na miejskim rowerze z koszykiem wypełnionym świeżymi owocami. Para zakochanych kroczyła wolno po chodniku, obejmując się ramionami. On coś żywo opowiadał, ona co chwilę chichotała w reakcji na jego słowa. Starszy, zmarszczony pan, pomimo upału okryty zniszczonym płaszczem i wełnianym beretem, posuwał się z trudem przed siebie, podpierając drewnianą laską.
W końcu zjawił się i Angelo, żwawym krokiem przebiegający przez jezdnię i przyjaźnie machający ręką do czekającego przy stoliku przyjaciela. Zdawał się być w wyjątkowo dobrym humorze.
Marcello z zaskoczeniem odkrył, że chłopak nie jest sam. Tuż za nim, z trudem dotrzymując kroku, dreptała młoda kobieta, której mimo szczerych chęci i wysiłku nie był w stanie rozpoznać. Żyli w niewielkim miasteczku, w którym każdy znał każdego, obce twarze należały więc do rzadkości, zwłaszcza że Marcello szczycił się doskonałą pamięcią wzrokową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz